Koziołek, prawdopodobnie poraniony przez psy, został znaleziony w sobotę na skraju lasu, w pobliżu drogi w Wilkasach. Zwierzę nie było w stanie poruszać się o własnych siłach. Pomocy koziołkowi postanowiła udzielić Anna Komoń, właścicielka ośrodka jeździeckiego.
Zamiar był chwalebny, ale w praktyce okazał się niezwykle trudny do realizacji. W sobotę (była godzina 16), ze strony Urzędu Gminy na pomoc nie ma co liczyć - jest po prostu nieczynny. Straż gminna również nie pracuje.
— Zwróciliśmy się do leśniczego z Wilkas, ale odesłał nas do koła łowieckiego twierdząc, że to ich sprawa — dodaje Anna Komoń.
Niestety, w sobotę w późnych godzinach popołudniowych nie udało się nawiązać kontaktu z właściwym kołem łowieckim i sytuacja zrobiła się patowa - akcja ratowania koziołka natknęła się na przeszkody "nie do przeskoczenia". W akcję ratowania koziołka zaangażował się prywatnie powiadomiony o zdarzeniu komendant Straży Miejskiej w Giżycku, Dariusz Gajownik (na terenie gminny wiejskiej giżycka Straż Miejska nie ma uprawnień do działania). Pomocy nie odmówiła też pani lekarz weterynarii z lecznicy przy ulicy Wilanowskiej. Jej opinia była w całej sprawie decydująca: obrażenia, które miał koziołek nie dawały mu szans na przeżycie. W tej sytuacji zwierzę postanowiono uśpić, by skrócić jego cierpienia.
Otwartą pozostała sprawa utylizacji zwierzęcia, które po otrzymaniu środków farmakologicznych nie mogło trafić na punkt skupu dziczyzny. Tym zajął się już leśniczy z Wilkas w poniedziałek. Do tego czasu martwe zwierzę leżało na terenie ośrodka. Do wyjaśnienia pozostawała sprawa kto i z jakich źródeł powinien pokryć koszty pomocy weterynaryjnej i utylizacji koziołka.
— Sprawa nie jest do końca prawnie uregulowana — mówi Tomasz Juszkiewicz, zastępca wójta gminy Giżycko. — I nie chodzi tu o wysokość kosztów, bo te nie są wysokie, tylko rozstrzygnięcie, na podstawie jakich przepisów i kto powinien zapłacić.
Zdaniem zastępcy wójta, poranionym koziołkiem powinny zająć się wspólnie Nadleśnictwo i miejscowe koło łowieckie, co przyniosłoby szybkie i sprawne załatwienie sprawy.
I znów brak procedur
Sławomir Kędzierski, dziennikarz
Nie tak dawno informowaliśmy o przypadku koziołka, który zabłąkał się w biały dzień na ulicę Daszyńskiego. Wówczas okazało się, że Giżycko nie jest przygotowane do sprawnego "usunięcia intruza" i przewiezienia go do azylu dla dzikich zwierząt. Teraz mieliśmy podobny przypadek na terenie gminy wiejskiej, ale tu dodatkowo trzeba było udzielić pomocy weterynaryjnej i ewentualnie podjąć się leczenia koziołka. Samorząd gminy również nie ma procedur jak postępować w takich przypadkach. Mieszkańcy zaczynają dzwonić po różnych instytucjach i z reguły wszyscy odwracają się "plecami" (no cóż, wziąłeś koziołka to masz problem!) A jak jeszcze jest to weekend lub dzień świąteczny, to już zupełnie koniec, czego najlepszym przykładem ostatnia sobota.
Oddzielną sprawą są wałęsające się psy, które poraniły koziołka. Tutaj aż prosi się o zaostrzenie sankcji karnych wobec właścicieli takich psów. To już robota dla Straży Gminnej. Psy bez nadzoru to narastający problem i jego załatwienie wymaga szerokich działań: zarówno edukacyjnych, jak i karnych.
Sławomir Kędzierski
s.kedzierski@gazetaolsztynska.pl
