Mozart jest ślepy. Spędził w schronisku kilka lat i nikt go nigdy nie chciał. Fundacja znalazła dla niego rodzinę w Niemczech. Razem z Mozartem pojechało osiem innych psów z ostródzkiego schroniska, chorych, starych i bezdomnych.
Tym razem szczęście mieli Yuri, Hela, Buba, Neli, Mozart, Reggae, Gloria, Peperka i Bilbo. Niektóre z tych psów to prawdziwi rezydenci ostródzkiego schroniska przebywający tu od lat. Akurat te psy nie miały u nas szans na adopcję, bo są chore i często wymagają kosztownego leczenia. Tak jak niewidomy Mozart, który wymaga specjalnej troski, czy Neli, która ma, niezdiagnozowaną u nas, ciężką chorobę skóry. Albo Peperka z chorymi płucami i sercem.
— One wymagają leczenia i specjalnej diety, a to kosztuje — tłumaczy Agnieszka Korbal z fundacji Alarmowy Fundusz Nadziei na Życie, która organizuje adopcje. — Czasami koszt specjalnej karmy to kilkaset złotych miesięcznie, dlatego tych psów nikt u nas nie chce. Ludzi zwyczajnie na to nie stać. Dlatego staramy się pomagać przede wszystkim takim zwierzętom.
Bezdomność to nasz problem
Dlaczego Szwedzi i Niemcy adoptują nasze psy? Bo tam takie problemy jak bezdomność zwierząt rozwiązano dawno temu. W bardzo prosty sposób: psy są sterylizowane i kastrowane, a rasowe hodowle pod ścisłą kontrolą. Nikt nie pozwala na działanie pseudohodowli i niekontrolowane rozmnażanie. Z kolei w Polsce nielegalnych hodowli jest pełno. Często pies nierasowy, gdy dorośnie, trafia do schroniska. O tym, że tak się dzieje, widać po przepełnionych schroniskach, po liczbie wałęsających się po ulicach bezdomnych zwierząt. Daleko odstajemy od europejskich standardów, które obowiązują w Szwecji, czy Niemczech. Dlatego organizacje z tych krajów pomagają nam w rozwiązaniu tego problemu.
Adopcja
przez internet
Inaczej jest w Niemczech. Tam właśnie chore, biedne i niekoniecznie rasowe psy mają największe szanse na znalezienie szczęśliwego domu.
— Jesteśmy z Dortmundu, ale nasza fundacja działa w całych Niemczech — mówi Nicola Volger z fundacji „4-Animals”. — Pomagamy bezdomnym zwierzętom w Polsce i Grecji. Wcześniej pomagaliśmy schronisku w Dąbrówce koło Wejherowa. Teraz trafiliśmy do Ostródy.
Jak tłumaczy Nicola, adopcja odbywa się w ten sposób, że najpierw szukają dla psów domów przez kącik adopcyjny na swojej stronie w internecie. Potem sprawdzają rodziny, które się zgłosiły. Odwiedzają je w domach, rozmawiają, przyglądają się życiu codziennemu domowników. Zwracają uwagę, czy są już tam jakieś zwierzęta, w jakich warunkach mieszkają. Czasem nie akceptują kandydatów, bo wolontariusz potrafi poznać, gdzie pies będzie się czuł jak w domu. Wreszcie wolontariusze przyjeżdżają do Polski i zabierają je do Niemiec. Cały czas mają kontakt z rodzinami, które adoptowały psy i wiedzą, co się u nich dzieje.
Bursztyn
z wózkiem
Wszystko zaczęło się od Bursztyna. Ten pies naprawdę miał pecha, ale też i niebywałe szczęście. Najpierw potrącił go samochód na siódemce. Potem, gdy leżał ranny na poboczu, trafił na dobrych ludzi. Zaopiekowało się nim małżeństwo jadące z Warszawy do Elbląga. Przywieźli biedaka do weterynarza w Ostródzie i trafił tu do schroniska. Po wypadku miał przetrącony kręgosłup i niesprawne dwie tylne łapy, więc nie mógł chodzić. Pomagali mu wolontariusze, którzy w każdą sobotę przychodzą do schroniska w Ostródzie i zabierają psy z klatek na spacer. Znaleźli też sposób na Bursztyna. Zakładali mu na brzuch duży kolorowy szalik, który podtrzymywał niesprawne tylne łapy, a na przednich jakoś sobie radził. Na spacerach szalał z radości.
— Szukając dla niego pomocy, rok temu nawiązaliśmy kontakt z fundacją „4-Animals” — mówi Agnieszka. — Bursztyn miał szczęście, zaopiekowała się nim niemiecka rodzina. Pies dostał specjalny wózek, biega, ma przyjaciół i jest szczęśliwy.
Sobota
w schronisku
Niemieccy goście odwiedzili niedawno ostródzkie schronisko dla bezdomnych zwierząt. Tu trzeba mieć naprawdę mocne nerwy, by wytrzymać ogrom tego nieszczęścia. Trzysta bezdomnych psów i kotów wpatrzonych w każdego, kto przechodzi przez bramę. Kilka psiaków zabrali na spacer.
— Mamy już wytypowanych kolejnych 50 psów do adopcji w Niemczech — dodaje Agnieszka Korbal. — Teraz fundacja „4-Animals” szuka dla nich domów. Obiecali przyjechać wiosną po kolejne psy. Dla mnie to z jednej strony radość, że znajdą dom, a z drugiej żal, że musimy się z nimi rozstać... Ale potem dostajemy zdjęcia szczęśliwych pysków.
Dla ostródzkiej fundacji to ogromna pomoc. Ponadto ostatnio wolontariusze otrzymali od gości z Niemiec mnóstwo darów w postaci karmy, zabawek, posłań, koców. Niemiecka fundacja zwróciła też wszystkie koszty związane z wyjazdem psów za granicę, czyli szczepień, czipowania i wyrabiania paszportów.
Alarmowy fudusz nawiązał też kontakt z podobnymi organizacjami w innych krajach, jak Daisy Hope w Szwecji. Tam też popłynęły już promem bezdomne psy z Ostródy i mają się bardzo dobrze.
Peperka
na kolanach
Jedna z wolontariuszek Alarmowego Funduszu Nadzieja na Życie napisała po stronie internetowej relację z podróży:
— Niektóre psiaki były trochę zestresowane podróżą, trudno się dziwić — przecież nie wiedziały, że jadą do ciepłych domów. Najbardziej zadowolona była Peperka, bo spędziła podróż na kolanach pani z «4-Animals», cały czas głaskana i przytulana. Wszystkie psiaki zostały przez nas pożegnane i umieszczone w klatkach w ocieplanej przyczepie, z wyjątkiem Yuriego i Peperki, które trafiły do samochodu. Były łzy wzruszenia i radości. I troszkę też żalu, że nie spotkamy się już z naszymi ulubieńcami, chociaż na pewno teraz będą szczęśliwsze. Na końcu podziękowaliśmy naszym gościom, chociaż trudno było znaleźć odpowiednie słowa na wyrażenie naszej wdzięczności. Obiecali pisać do nas i odwiedzać częściej, w miarę możliwości oczywiście.
Barbara Chadaj-Lamcho
b.chadaj@gazetaolsztynska.pl
Tekst pochodzi z piątkowego Reportera, dodatku Gazety Olsztyńskiej
— One wymagają leczenia i specjalnej diety, a to kosztuje — tłumaczy Agnieszka Korbal z fundacji Alarmowy Fundusz Nadziei na Życie, która organizuje adopcje. — Czasami koszt specjalnej karmy to kilkaset złotych miesięcznie, dlatego tych psów nikt u nas nie chce. Ludzi zwyczajnie na to nie stać. Dlatego staramy się pomagać przede wszystkim takim zwierzętom.
Bezdomność to nasz problem
Dlaczego Szwedzi i Niemcy adoptują nasze psy? Bo tam takie problemy jak bezdomność zwierząt rozwiązano dawno temu. W bardzo prosty sposób: psy są sterylizowane i kastrowane, a rasowe hodowle pod ścisłą kontrolą. Nikt nie pozwala na działanie pseudohodowli i niekontrolowane rozmnażanie. Z kolei w Polsce nielegalnych hodowli jest pełno. Często pies nierasowy, gdy dorośnie, trafia do schroniska. O tym, że tak się dzieje, widać po przepełnionych schroniskach, po liczbie wałęsających się po ulicach bezdomnych zwierząt. Daleko odstajemy od europejskich standardów, które obowiązują w Szwecji, czy Niemczech. Dlatego organizacje z tych krajów pomagają nam w rozwiązaniu tego problemu.
Adopcja
przez internet
Inaczej jest w Niemczech. Tam właśnie chore, biedne i niekoniecznie rasowe psy mają największe szanse na znalezienie szczęśliwego domu.
— Jesteśmy z Dortmundu, ale nasza fundacja działa w całych Niemczech — mówi Nicola Volger z fundacji „4-Animals”. — Pomagamy bezdomnym zwierzętom w Polsce i Grecji. Wcześniej pomagaliśmy schronisku w Dąbrówce koło Wejherowa. Teraz trafiliśmy do Ostródy.
Jak tłumaczy Nicola, adopcja odbywa się w ten sposób, że najpierw szukają dla psów domów przez kącik adopcyjny na swojej stronie w internecie. Potem sprawdzają rodziny, które się zgłosiły. Odwiedzają je w domach, rozmawiają, przyglądają się życiu codziennemu domowników. Zwracają uwagę, czy są już tam jakieś zwierzęta, w jakich warunkach mieszkają. Czasem nie akceptują kandydatów, bo wolontariusz potrafi poznać, gdzie pies będzie się czuł jak w domu. Wreszcie wolontariusze przyjeżdżają do Polski i zabierają je do Niemiec. Cały czas mają kontakt z rodzinami, które adoptowały psy i wiedzą, co się u nich dzieje.
Bursztyn
z wózkiem
Wszystko zaczęło się od Bursztyna. Ten pies naprawdę miał pecha, ale też i niebywałe szczęście. Najpierw potrącił go samochód na siódemce. Potem, gdy leżał ranny na poboczu, trafił na dobrych ludzi. Zaopiekowało się nim małżeństwo jadące z Warszawy do Elbląga. Przywieźli biedaka do weterynarza w Ostródzie i trafił tu do schroniska. Po wypadku miał przetrącony kręgosłup i niesprawne dwie tylne łapy, więc nie mógł chodzić. Pomagali mu wolontariusze, którzy w każdą sobotę przychodzą do schroniska w Ostródzie i zabierają psy z klatek na spacer. Znaleźli też sposób na Bursztyna. Zakładali mu na brzuch duży kolorowy szalik, który podtrzymywał niesprawne tylne łapy, a na przednich jakoś sobie radził. Na spacerach szalał z radości.
— Szukając dla niego pomocy, rok temu nawiązaliśmy kontakt z fundacją „4-Animals” — mówi Agnieszka. — Bursztyn miał szczęście, zaopiekowała się nim niemiecka rodzina. Pies dostał specjalny wózek, biega, ma przyjaciół i jest szczęśliwy.
Sobota
w schronisku
Niemieccy goście odwiedzili niedawno ostródzkie schronisko dla bezdomnych zwierząt. Tu trzeba mieć naprawdę mocne nerwy, by wytrzymać ogrom tego nieszczęścia. Trzysta bezdomnych psów i kotów wpatrzonych w każdego, kto przechodzi przez bramę. Kilka psiaków zabrali na spacer.
— Mamy już wytypowanych kolejnych 50 psów do adopcji w Niemczech — dodaje Agnieszka Korbal. — Teraz fundacja „4-Animals” szuka dla nich domów. Obiecali przyjechać wiosną po kolejne psy. Dla mnie to z jednej strony radość, że znajdą dom, a z drugiej żal, że musimy się z nimi rozstać... Ale potem dostajemy zdjęcia szczęśliwych pysków.
Dla ostródzkiej fundacji to ogromna pomoc. Ponadto ostatnio wolontariusze otrzymali od gości z Niemiec mnóstwo darów w postaci karmy, zabawek, posłań, koców. Niemiecka fundacja zwróciła też wszystkie koszty związane z wyjazdem psów za granicę, czyli szczepień, czipowania i wyrabiania paszportów.
Alarmowy fudusz nawiązał też kontakt z podobnymi organizacjami w innych krajach, jak Daisy Hope w Szwecji. Tam też popłynęły już promem bezdomne psy z Ostródy i mają się bardzo dobrze.
Peperka
na kolanach
Jedna z wolontariuszek Alarmowego Funduszu Nadzieja na Życie napisała po stronie internetowej relację z podróży:
— Niektóre psiaki były trochę zestresowane podróżą, trudno się dziwić — przecież nie wiedziały, że jadą do ciepłych domów. Najbardziej zadowolona była Peperka, bo spędziła podróż na kolanach pani z «4-Animals», cały czas głaskana i przytulana. Wszystkie psiaki zostały przez nas pożegnane i umieszczone w klatkach w ocieplanej przyczepie, z wyjątkiem Yuriego i Peperki, które trafiły do samochodu. Były łzy wzruszenia i radości. I troszkę też żalu, że nie spotkamy się już z naszymi ulubieńcami, chociaż na pewno teraz będą szczęśliwsze. Na końcu podziękowaliśmy naszym gościom, chociaż trudno było znaleźć odpowiednie słowa na wyrażenie naszej wdzięczności. Obiecali pisać do nas i odwiedzać częściej, w miarę możliwości oczywiście.
Barbara Chadaj-Lamcho
b.chadaj@gazetaolsztynska.pl
Tekst pochodzi z piątkowego Reportera, dodatku Gazety Olsztyńskiej
