Czwartek, 24 lipca 2014. Imieniny Kingi, Krystyna, Michaliny WM.pl GazetaOlsztyńska.pl DziennikElbląski.pl Familie.pl

Wilka nie należy się bać

2011-02-21 00:00:00

— Ja nie tańczę z wilkami, ja tylko z nimi rozmawiam — mówi o sobie z uśmiechem 26-letni leśnik Adam Gełdono. — Ich wycie to najpiękniejszy głos natury.

Adam Gełdon jest leśnikiem w Nadleśnictwie Spychowo.
— I cały czas uczę się porozumiewać z wilkami — mówi. O tej pasji opowiedział uczniom z Olsztyna, z którymi spotkał się w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych.

Tak naprawdę, aby namierzyć wilki, trochę musi "potańczyć" w lasach i górach. Interesują go Indianie Ameryki Północnej i Eskimosi. Nie bez powodu...
— Podobno umieli interpretować "mowę" wilków — precyzuje. — Z niej czerpali wiedzę o migracjach zwierzyny łownej, głównie karibu.

Adam Gełdon jest ze Szczytna. W dzieciństwie pasjonowały go książki naukowe o Indianach. A te o Winnetou, znanym bohaterze powieści Karola May''a?
— Mają się nijak do prawdziwych Indian — odpowiada młody leśnik. — Autor nie miał z nimi nic wspólnego.
Gełdon już w liceum postanowił, że tak, jak jego starszy brat, będzie studiował leśnictwo.

Jego przygoda z wilkami rozpoczęła się w czasie nauki w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Kierunek — leśnictwo, specjalność — zoologia. W 2005 roku, wziął udział w obozie naukowym Wolf Expedition w Bieszczadach, gdzie po raz pierwszy miał okazję "porozmawiać" z wilkami. Wcześniej solidnie się do tego
przygotowywał. Codziennie na jednej ze skarp warszawskiej dzielnicy Ursynów ćwiczył wycie.

— Starałem się robić to późnym wieczorem, kiedy nie było już spacerowiczów — dodaje.
Swój odgłos nagrywał, a później analizował z pomocą komputera. Porównywał czas i częstotliwość swojego wycia z wyciem wilków. Jego ćwiczenia na Ursynowie nie poszły na marne. To, co wydarzyło się podczas wyjazdu w Bieszczady, zapamięta do końca życia.

— Swoim wyciem próbowałem przedstawić się wilkom — opowiada. Kiedy wataha odpowiedziała mu również wyciem, to... — ...aż ciarki przeszły mi po plecach — wspomina.
I tak po siedmiu latach spełniło się jego marzenie...
— I spełnia się za każdym razem, kiedy wilki mi odpowiadają — zapewnia.

Dlaczego wilki wyją?
— Bo w ten sposób porozumiewają się ze sobą — odpowiada leśnik. — Zwołują się przed i po polowaniu.
Powszechnie znany jest obrazek wyjącego wilka na tle księżyca w pełni. Bo jasne, księżycowe noce, to idealne warunki do polowania.

Tego, co dokładnie oznacza wycie wilków, zapewne nigdy się nie dowiemy. On, w swojej pracy magisterskiej pt. "Aktywność wokalna wilków" próbował po części to wyjaśnić.
— Naukowcy rozróżniają między innymi wycie terytorialne,
agresywne, czy zachęcające do kontaktu — opowiada. —
Terytorialne, to charakterystyczne wycie chóralne całej watahy na granicach terytorium, agresywne ma odstraszyć intruza, jest mocne i połączone z warknięciem, a zachęcające do kontaktu jest modulacyjne, jakby płaczące.
Na początku zdarzało mu się wyć za długo...

— Wilki wyją średnio przez około 6 sekund — wyjaśnia. — Kiedy wyłem 20 sekund, początkowo odpowiadały, ale po chwili już nie chciały.
Rozumiały, że skoro moje wycie trwa tak długo, to jestem większym osobnikiem. Nie miały odwagi wejść mi w drogę.
Poza tym nie o to mu chodzi. Chce przede wszystkim nawiązać z nimi kontakt, co przydaje się podczas badania populacji tych zwierząt.

Ostatnio brał udział w ich liczeniu, które odbyło się w naszym regionie.
— Na podstawie wycia można określić liczbę wilków w watasze — opowiada leśnik. — Ile jest osobników dorosłych, a ile młodych.
Wataha średnio liczy od 3 do 5 osobników, ale zdarzają się
większe, po kilkanaście sztuk.

Pierwsi na jego wycie odpowiadają samiec i samica alfa, czyli para, która przewodzi stadu.
— Relacje w stadzie to kolejny ciekawy temat — opowiada.
W nim znajduje się także samiec beta. To piastun, który opiekuje się młodymi pod nieobecność rodziców. Kiedy ginie samiec alfa, jego rolę przejmuje samiec beta. W stadzie jest też miejsce dla osobnika omega, czyli ostatniego w hierarchii.

— To chłopiec do bicia — opowiada leśnik. — Ostatni podchodzi do pożywienia, bawi się ze szczeniakami. Na nim inne wilki rozładowują napięcie podczas okresu godowego.
Nie oznacza to, że wilki o niego nie dbają. Ze względu na pełnione funkcje w stadzie jest bardzo potrzebny, a w konfrontacji z inną watahą stanowi dodatkowe wzmocnienie. Co ciekawe, może nim zostać również samiec alfa, jeżeli wyprze go silniejszy osobnik.

Adam Gełdon przypomina sobie, jak podczas jednego z wypadów do lasu znalazł się między dwiema wyjącymi watahami. Czy się bał?
— Ależ skąd — odpowiada. — To była nieprawdopodobna sytuacja, którą nawet trudno opisać.
Leśnik ubolewa nad tym, że podstawową wiedzę na temat wilków czerpiemy z... bajki o "Czerwonym Kapturku".

Wiadomo, tu jest on bohaterem negatywnym. Przesąd o atakach wilków na ludzi wziął się również stąd, że w czasie II wojny światowej wilki żerowały na ludzkich zwłokach.
— Wilka nie należy się bać, bo on unika kontaktu z człowiekiem — przekonuje Adam Gełdon. — Co najwyżej zatrzyma się na kilka sekund i popatrzy z ciekawości, po czym spokojnie się oddali.
Wojciech Kosiewicz
Uwaga! To jest archiwalny artykuł. Może zawierać niaktualne informacje.